Monotonia.
Wróciłem właśnie z partyjki winta i postanowiłem, że równie dobrze mogę znowu tutaj zawitać. Jakby nie patrzeć, jest to dobre oderwanie od rzeczywistości i codziennej nudy. Poza tym mogę sobie w spokoju ponarzekać na wszystko dokoła i nikt się nawet nie będzie czepiał, bo i po co? Mój blog, moje zasady.
Nie zaglądałem tutaj już od paru dobrych lat, pozwólcie mi więc opisać wam pokrótce, jak potoczyły się koleje mojego życia. Wciąż mieszkam w Obrzydłówku (skaranie boskie, przysięgam no), z inicjatywy księdza plebana musiałem zawrzeć pokój z aptekarzem - przyznam wam szczerze, nie było mi łatwo zrobić cos takiego, po tym, jak bardzo buntowałem się przeciwko jego (niezrozumiałym dla mnie) zasadom, jednak, jak widać, udało nam się to. Gdybym nie poszedł na ugodę, to pewnie nie skończyłoby się to dla mnie zbyt kolorowo - ma to oczywiście związek z tym, jak wielkie poparcie i imponującą liczbę przyjaciół udało się mu zebrać przez te wszystkie lata. Obecnie chodzę nawet na dość regularne wizyty do domostwa aptekarza i jego żony, co kiedyś byłoby dla mnie poniżającem jednak teraz jest to już niemal rutyną. Nie jestem już jednak zdolny do tego, aby starać się zmienić Obrzydłówek. Wyrosłem już z takich dziecinnych marzeń i teraz patrzę na świat realnie, wiem więc, że to niemożliwe. Przywykłem do Obrzydłówka na tyle, aby nie przeszkadzała mi jego nuda i nijakość, a moich myśli nie mąciła żadna chęć podąrzania za głębokimi ideami. Za stary już na to jestem. Wystarcza mi mój mały krąg znajomych i.. No nie, kogo ja oszukuję. Wcale mi to nie wystarcza. Czasami nachodzi mnie pragnienie do przekształcenia szarej rzeczywistości w radosny obrazek. Jakby na to nie patrzeć, tak wielkie zmiany nie są wcale proste to przeprowadzenia, a ja jestem zbyt leniwy, aby sprostać wszystkim tym oczekiwaniom.
Taka oto jest właśnie prawda o mnie i o moim życiu. Nie osiągnąłem nic, czego niegdyś tak bardzo pragnąłem i bynajmniej nie zapowiada się na to, aby coś się w tej sferze zmieniło.
Nie zaglądałem tutaj już od paru dobrych lat, pozwólcie mi więc opisać wam pokrótce, jak potoczyły się koleje mojego życia. Wciąż mieszkam w Obrzydłówku (skaranie boskie, przysięgam no), z inicjatywy księdza plebana musiałem zawrzeć pokój z aptekarzem - przyznam wam szczerze, nie było mi łatwo zrobić cos takiego, po tym, jak bardzo buntowałem się przeciwko jego (niezrozumiałym dla mnie) zasadom, jednak, jak widać, udało nam się to. Gdybym nie poszedł na ugodę, to pewnie nie skończyłoby się to dla mnie zbyt kolorowo - ma to oczywiście związek z tym, jak wielkie poparcie i imponującą liczbę przyjaciół udało się mu zebrać przez te wszystkie lata. Obecnie chodzę nawet na dość regularne wizyty do domostwa aptekarza i jego żony, co kiedyś byłoby dla mnie poniżającem jednak teraz jest to już niemal rutyną. Nie jestem już jednak zdolny do tego, aby starać się zmienić Obrzydłówek. Wyrosłem już z takich dziecinnych marzeń i teraz patrzę na świat realnie, wiem więc, że to niemożliwe. Przywykłem do Obrzydłówka na tyle, aby nie przeszkadzała mi jego nuda i nijakość, a moich myśli nie mąciła żadna chęć podąrzania za głębokimi ideami. Za stary już na to jestem. Wystarcza mi mój mały krąg znajomych i.. No nie, kogo ja oszukuję. Wcale mi to nie wystarcza. Czasami nachodzi mnie pragnienie do przekształcenia szarej rzeczywistości w radosny obrazek. Jakby na to nie patrzeć, tak wielkie zmiany nie są wcale proste to przeprowadzenia, a ja jestem zbyt leniwy, aby sprostać wszystkim tym oczekiwaniom.
Taka oto jest właśnie prawda o mnie i o moim życiu. Nie osiągnąłem nic, czego niegdyś tak bardzo pragnąłem i bynajmniej nie zapowiada się na to, aby coś się w tej sferze zmieniło.
Komentarze
Prześlij komentarz